#lovestory


Jakbym miała zacząć jak się zaczęła nasza historia miłosna to naprawdę musiałabym sięgnąć już chyba zamierzchłych czasów, bo to było jakieś 15 lat temu! 😱 Jesteśmy ze sobą 15 lat- równo połowa naszego życia, wiec śmiało możecie policzyć ile my wtedy lat mieliśmy. 😊

Druga klasa gimnazjum. Fajną mam klasę, śmieszne dzieciaki🤪, w miarę zgrana ekipa, są podziały, ale mimo wszystko każdy się wspiera i jakoś dogaduje. 😎 Pamiętam ten poranek. Lekcja przed historią, a może matematyką? Sama nie wiem. Przychodzę, koleżanki podbiegają do mnie: „Patrz mamy nowego w klasie!” No to patrzę. Siedzi na schodach tyłem do klasy. Widzę tylko czerwony T-shirt i farbowane blond włosy! Myślę sobie, ciekawe co to za typ i jaki chłopak w ogóle farbuje włosy?! Dni mijały „nowy” się wdrażał i zyskiwał sympatie klasy, a ja nie powiem: intrygował mnie ten typ! Wiecie nikomu nie znany, fajnie zbudowany (jak na chłopaka który miał 15! lat oczywiście 😅) trochę niedostępny! Jakoś tak się stało, że pochodził z dzielnicy mojej przyjaciółki ja w tym czasie również się przeprowadziłam i takim oto sposobem bardzo często wracaliśmy ze szkoły razem z moją koleżanką z ławki. Oni na przystanek ja mieszkałam zaraz obok. Dni mijały, powroty nie raz się ciągnęły ku niezadowoleniu koleżanki, a my jakoś w ferie jeszcze przez SMS stwierdziliśmy, że tak będziemy parą taką wiecie najprawdziwszą 🙈


Emocje były ogromne, całe ferie SMSowalismy! Nie mogłam się doczekać powrotu do szkoły, bo tam spotkam mojego chłopaka! W sumie mojego pierwszego poważnego chłopaka! To był pierwszy raz kiedy tak bardzo cieszyłam się, że ferie się kończą. Wróciliśmy. Przywitał mnie buziakiem w policzek- norma witaliśmy się tak tez jako przyjaciele. Pierwsza lekcja, druga, piąta, minął dzień, dwa, trzy i...nic! Nie złapał mnie za rękę nie przytulił, już nie mówiąc o tym żeby skradł mi buziaka!!! Nawet jakoś specjalnie ze sobą nie smsowalismy. Tak wyglądał nasz pierwszy tydzień jako para w szkole. Weekend nie zapowiadał się wspólny, w ogóle czułam się totalnie jakbym została mimo wszystko wrzucona do tzw. „Friend zone”-takie teraz modne sformułowanie wśród młodzieży 🤣 totalnie nic się między nami nie zmieniło.

No wkurzyłam się! Z tego co mi się wydaje nie tak powinno wyglądać chodzenie razem! Wiecie mam 15 lat nie za duże doświadczenie, ale jakieś wyobrażenie to ja mam! Zrywam z tym typem, w ogóle on jest jakiś dziwny! Takie głupie żarty robi, no i wkurzył mnie na lekcji fizyki!!! Sprzeczał się ze mną o mazak! Niech spada! Zrywam! Nie odzywam się! No wkurza mnie na maksa!


Jednego byłam pewna: Już nigdy do niego nie wrócę! Pamiętam jeszcze rozmowę z moim kolegą i moje słowa w jego stronę „dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzę” i tu oczywiście miałam na myśli mój związek z Panem Poślubionym. Miał swoją szansę i nie wykorzystał jej- phi! Nie wie co stracił 🤪Tak tez właśnie przestałam lubić Pana Poślubionego! Nie byliśmy parą chyba dobre pół roku? Mało tego - my praktycznie przez cały ten czas nie rozmawialiśmy ze sobą! A może nawet dłużej niż te pół roku? Na pewno oboje przestaliśmy się lubić, a ja w szczególności miałam straszny żal, że to wszystko się tak potoczyło.
Kiedy do siebie wróciliśmy? Jak długo trwało nam pogodzenie się ze sobą i jak w ogóle do tego doszło?!

Długo trwało, zanim w ogóle się do siebie odezwaliśmy. Szczerze, go nie lubiłam! Obiecywałam sobie wiele razy, że na pewno nigdy się do niego nie odezwę! No duma mi nie pozwalała! 😋

Wiem, że do naszego pogodzenia doprowadziła moja przyjaciółka..jakoś tak kazała przestać mi stwarzać i wyluzować, bo ten typ jest fajny! Ok! Jakaś lekcja, matematyka, liścik, śmichy-chichy, trochę czasu minęło i dogadaliśmy się! Znowu staliśmy się kumplami! Wspólne powroty ze szkoły i rozmowy wszystko jakoś tak wróciło. Doszły też odwiedziny w domu, pod pretekstem „Czy mogę skorzystać z Twojego komputera, bo ja nie mam internetu” - co później jak się dowiedziałam było ściemą wymyśloną przez Pana Poślubionego 🤣

Nadszedł jednak dzień, że wspólnie z klasą stwierdziliśmy, że skoro w szkole ponownie nie chcą zorganizować nam dyskoteki szkolnej, sami sobie ją zorganizujemy i wyjdziemy na miasto! Zebrała się wiec grupa 10 osób i wszystko się pięknie układało, ale nagle, a to ten nie może, a to tamtemu coś wypadło i suma summarum na dyskotekę byliśmy chętni tylko: ja, moja koleżanka z ławki i on. Koleżanka wiedziała co się święci i jakoś sama sprytnie i na pewno świadomie usunęła się z linii frontu, wycofała mimochodem i nagle i ona nie mogła wyjść w ten piątek! Do tej pory zastanawiam się, czy te 8 osób faktycznie nie mogło wyjść czy to wszyscy tak się zmówili, że zorganizowali nam te randkę we dwoje! Przecież od dawna wszyscy w klasie wiedzieli, że mamy się ku sobie i to nie pierwszy raz w końcu!


Wracając jednak do naszej wyprawy na dyskotekę: My z Panem Poślubionym oczywiście stwierdziliśmy, że idziemy choćby we dwoje, nie nazywając tego wyjścia randką! Umówiliśmy się wiec na piątek i zanim dotarło do mnie co to się właściwie dzieje ja już byłam u koleżanki dobierając odpowiednią stylizację na ten dzień.

Nadszedł ten dzień: nasza pierwsza randka dokładnie 14.10.2005 r. Pamiętam, bo do tej pory mam bransoletkę z takim grawerem, którą dostałam od niego jak już byliśmy dłużej parą. Ubrałam się możliwe jak najbardziej sexy, czyli: białe kozaczki ze szpicem, dzwony, bluzka w czarno-białe pasy, pożyczona od koleżanki z dzieciństwa u której byłam dzień przed i zielony sweterek na suwak z rozkloszowanymi rękawami 😅🙈 wtedy wydawał mi się to hit mody! No kto nie nosił dzwonów?! Butów w szpic? 🤣Swoją drogą ciekawa jestem czy Pan Poślubiony opisałby teraz tak dokładnie jak byłam wtedy ubrana?! 🙈😂 Ja sama w sumie nie pamiętam jak on sam był, ale wydaje mi się że miał na sobie swój ulubiony czerwony T-shirt 😊

Byłam strasznie podekscytowana! Umyłam włosy, pomalowałam oczy tuszem do rzęs, błyszczyk - ot cały makijaż piętnastolatki :) Czekałam! Stwierdziłam, że śmiesznie będzie jak otworze mu drzwi z turbanem na głowie tak, żeby myślał, że wcale, ale to wcale mi się na tą randkę nie spieszyło i ojejku zapomniałam, że to już ta godzina! Przyszedł wiec punktualnie, a ja odegrałam moją scenkę tak jak to sobie zaplanowałam 😅 dostałam różę! Czekał na mnie i wyszliśmy! Myślę sobie: acha ciekawe jak będzie czy znowu tak jak po feriach? Zero przytulasów, a może to nie jest mimo wszystko randka i tylko coś sobie wyobrażam? No, ale przecież dostałam róże! Wyperfumował się jak alvaro to musi być coś więcej!
Jak myślicie złapał mnie chociaż za rękę? No i gdzie my właściwie poszliśmy skoro był piątek godzina 16.00? 

Skoro Pan Poślubiony, wtedy jeszcze kolega, wyperfumował się jak alvaro to czułam, że to jest coś więcej niż tylko wspólne wyjście na dyskotekę. I było! Już na przejściu złapał mnie za rękę! Wiedziałam! Serce waliło mi jak szalone! Niby mieliśmy iść na dyskotekę, ale jako, że nasze spotkanie zaczęło się już o 16 (chyba oboje nie mogliśmy się doczekać) to wchodząc na salę, zupełnie nie mogliśmy zrozumieć czemu jeszcze nie gra muzyka i właściwie jest totalnie pusto 🤣 to jednak zdawało się nie mieć zupełnie znaczenia, więc usiedliśmy przy stoliku.

Czego się napijesz? No czego ja się mogłam napić? Miałam 15 lat, byliśmy w lokalu dla dorosłych...dawaj tu piwo! A najlepej wódkę, jestem mega zestresowana! Nie...wróć! 🤣 Co ja mogłam wymyślić? Szczytem dorosłości wydało mi się: „Ja wezmę świeżo wyciskany sok z pomarańczy...a Ty co pijesz?” Dla Pana Poślubionego wtedy na ten moment szczytem dorosłości i możliwości był: „Burn” ok.
Siedzieliśmy wiec przy tych naszych dwóch bezalkoholowych drinkach i rozmwawialiśmy dobre kilka godzin czyli, aż do 20.00! O 20 stwierdziłam, że już chyba późno i wracam do domu 😅 pożegnaliśmy się przed klubem i to nie byle jak! Całusem prosto w usta! Wiecie nie takim „z języczkiem”, ale to już i tak były emocje 🙈



Po randce wpadłam w konsternację, czy to oznacza, że mam chłopaka? Takiego prawdziwego o którym marzyłam?! Nie byłam pewna! Mimo wszystko nie wiedziałam, bo przecież ani razu na tym spotkaniu nie padło pytanie: będziesz moją dziewczyną? Nie dał mi jasno do zrozumienia.
Jak to się stało, że jednak ta data określiła nasz związek jako jego początek? Jak wiec stało się, że oficjalnie staliśmy się parą? Sama nie wiem, bo szczerze bałam się powrotu do szkoły i powtórki z rozrywki, a raczej jej braku! 🤗

Mój chłopak jednak mnie zaskoczył, bo już na przywitanie złapał mnie i mocno przytulił, potem całą już przerwę trzymał w uścisku i już nigdy nie puścił! Serce waliło mi jak szalone, a na każdą przerwę między lekcjami czekałam z przejęciem 🤭 nagle polubiłam chodzić do szkoły, a weekendy zdawały się być torturą i tylko odliczałam godziny do poniedziałku! Totalnie przepadłam! 😁

Później to ile się wydarzyło i co przeżyliśmy zanim doczekaliśmy ten trójki dzieci to głowa mała! Jedno jest już pewne: od tego 14.10.2005 roku nie rozstaliśmy się ani razu, a najdłuższa rozłąka jaka nas spotkała to był ponad miesiąc, gdy wyjechałam do Anglii na wakacje pracować! Przetrwaliśmy i tak trwamy do dziś. Różne mamy i mieliśmy przygody, jedne śmieszne inne mniej! Pisaliśmy wam kiedyś o naszych oświadczynach, ale po czasie inaczej patrzy się na pewne wydarzenia sytuacje i inaczej wszystko się wspomina...z chęcią wam opowiemy! Pierwszy pocałunek? Też było śmiesznie! Chcecie poczytać więcej? To co, kto jest z nami?

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę to czytać w kółko i mi się chyba nie znudzi :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Historia podoba do mojej :)
    Chętnie poznam ciąg dalszy
    Serdeczne pozdrowienia dla całej ekipy
    Justyna

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wywiad z mamą osoby w spektrum autyzmu.

Zespół Aspergera - nasza droga do diagnozy.

Diagnoza